Limit szczęcia
Masz czasem tak, że zastanawiasz się czy nie ma z Bogiem jakiejś umowy, że możesz poprosić ograniczoną ilość „łudów szczęścia ” w jakimś czasie?
Co mam na myśli. Porzednia podróż pociagiem – wybieram miejsce dowolne, bo rower, więc pewnie system podpowie najlepsze. Podjeżdża, bez przedziałów, ale tak wysoki, że muszę prosić pana aby mi wprowadził rower a potem innego, aby mi go zaznaczył o te górne „rogi” na rowery. Ukazuje się, że miejsce mam na drugim końcu wagonu. uff.
Następna podróż – dobra, wybiorę bez przedziałów, może będzie ten niskopodłowowy. Udaję się. jest. Masę ludzi, ktoś pomaga mi wnieść rower, ale już sama go załączam. Udaję się. Ale limit szczęścia się kończy. Obok siedzi młoda mama z dwójką małych cureczek. Urocze, ale halaśliwe. Wujek by się załamał. Ja próbuje znaleźć jakiś plus. Hmmm. Może jak się zachowuję młoda mama w trudnych warunkach? Jak ja bym sobie poradziła … Ile jest trudności…
No, jest dużo trudności… 😉 Ale mama fajna.
